W lipcu, miesiącu odurzającej soczystości lata, czule zwracamy się ku powrotom do siebie.
Na przestrzeni lat, praktyki, tworzenia, nauczyłam się, że nieważne ile razy się zgubimy, stracimy cel z oczu, zapomnimy, kim jesteśmy i co nas woła - jeśli tylko wiemy, jak wrócić do “bazy” - czyli do serca. Tu, w cichym pałacu ducha, odpowiedzi nigdy nie są zgubione - nawet jeśli jeszcze nie mamy na nie słów.
W lipcu, gdy ogień słońca szaleje, będziemy uczyć się hamować zanim poczujemy się wykończeni. Tu przyjdą nam z pomocą krótkie praktyki i dużo wyrozumiałości do siebie - bo nie szukamy idealnego balansu - szukamy małego powrotu, zbliżenia się odrobinę do Sattvy - harmonii.
Nie musi wyjść idealnie. Wystarczy wybierać siebie, czule i uparcie, raz po raz - tak budujemy piękne życie, okruszek po okruszku.
Ostatecznie nie chodzi o to, jak wiele zrobimy, odhaczymy, osiągniemy, a ile z tych doświadczeń będziemy w stanie naprawdę wybrać, poczuć i zamienić w piękne wspomnienia lub mądrość. A to wszystko wymaga odrobiny czułej przestrzeni, podarowanej sobie codziennie jak maleńki kwiat.
Niech to będzie kwiat złożony na ołtarzu własnego serca, własnej drogi.